Piłka nożna >  Liga Mistrzow > 
  • 25.05.2013, godzina 20:45 Borussia Dortmund 1 : 2 Bayern Monachium

Finał Ligi Mistrzów. Jak Niemcy wstawali z kolan

Michał Szadkowski, Londyn

2013-05-24, godz. 07:00

W sobotę klub Bundesligi czwarty raz w ciągu 30 lat będzie się cieszył z Pucharu Europy. Jeszcze niedawno niemiecki futbol przegrywał walkę o publiczność z tenisem, a jego klubom groziło bankructwo. Dziś stał się wzorem nawet dla bogatszych Anglików

Fot. Kerstin Joensson AP


+ więcej zdjęć

Jesteśmy za słabi, po prostu nie pasujemy do Champions League - wściekał się sześć lat temu Horst Heldt, dyrektor sportowy VfB Stuttgart. Mistrzowie Niemiec skończyli wtedy fazę grupową na ostatnim miejscu, z 18 meczów reprezentanci Bundesligi wygrali pięć. W rankingu UEFA liga niemiecka zajmowała 5. miejsce, ledwie wyprzedzała portugalską i rumuńską.

Heldt rozpaczał, że klub zarabia na sprzedaży praw do transmisji telewizyjnych tylko 26 mln euro, a beniaminkowie angielskiej Premier League - 40 mln. - Dlatego o piłkarzy rywalizujemy ze słabeuszami z Wysp.

Wcześniej oglądaliśmy w finale najważniejszych rozgrywek dwa kluby hiszpańskie (2000) i włoskie (2003), za chwilę mieliśmy zobaczyć angielskie (2008). W ostatnim trzydziestoleciu najczęściej po Puchar Europy sięgali reprezentanci Premier League (5), La Liga (7) i Serie A (8). Drużyny Bundesligi triumfowały w 1983 (Hamburg), 1997 (Borussia) i 2001 r. (Bayern). Na finał niemiecki czekaliśmy tak długo, bo zanim tamtejsze kluby mogły podbijać Europę, musiały odzyskać siły w kraju.

Reprezentacja oldbojów

Piłka przestała Niemców obchodzić na początku lat 90. Kibice oszaleli na punkcie Borisa Beckera i Steffi Graff, ogłoszono wielką zmianę kulturową, tenis miał zostać sportem narodowym. W 1993 r. pierwszy i jedyny raz telewizje częściej niż boiska piłkarskie pokazywały korty.

Becker i Graff szybko przegrali jednak rywalizację z piłkarzami. Rok przed triumfem Borussii w Lidze Mistrzów reprezentacja wygrała mistrzostwa Europy, Puchar UEFA wygrywały Bayern i Schalke.

To były sukcesy na kredyt zaciągnięty u medialnego magnata Leo Kircha. Jego telewizje pompowały pieniądze w Bundesligę, a kluby wyrzucały je na piłkarzy z zagranicy. Na przełomie wieków Bayer płacił 8,5 mln euro za Francę, Hertha 7,6 mln euro za Aleksa Alvesa, Kaiserslautern 4 mln za Lincolna. To do dziś transferowe rekordy tych klubów. Tubylcy stanowili wtedy 40 proc. zatrudnionych w Bundeslidze.

Wtedy niemiecki futbol nawiedziła seria katastrof.

Reprezentacja padła na kolana w 2000 r., gdy mistrzostwa Europy zakończyła na ostatnim miejscu w grupie. Erich Ribbeck zabrał do Belgii i Holandii oldbojów, w kadrze zmieścił jednego młodzieżowca (20-letniego Sebastiana Deislera), liderami byli 32-letni Oliver Bierhoff i 39-letni Lothar Matthäus.

Kluby nawiedziła apokalipsa dwa lata później, gdy koncern Kircha zbankrutował i zmusił je do wyprzedaży zagranicznych gwiazd. O szkolenie nikt nie dbał, futbolowi groziła trwała zapaść.

Federacja wymusiła wtedy na klubach pierwszo- i drugoligowych budowę nowoczesnych akademii, z naturalnymi i sztucznymi boiskami oraz wykwalifikowanymi trenerami młodzieży. Gdy zadbała o przyszłość, wystarała się o mundial. Dzięki imprezie z 2006 r. w stadiony zainwestowano 1,4 mld euro.

Każdy chce być jak Niemcy

- Karnet na trybunie stojącej Allianz Arena kosztuje 120 euro. Gdybyśmy sprzedawali je za 350, zarobilibyśmy 2,3 mln więcej. Ale dla Bayernu to żadne pieniądze, a dla naszych fanów różnica między 120 a 350 jest bardzo duża - mówił niedawno szef Bawarczyków Uli Hoeness. Tanie bilety to jeden z fundamentów sukcesu Bundesligi dbającej o wizerunek najbardziej przyjaznej kibicom na świecie. Zewnętrzni inwestorzy mogą przejąć maksymalnie 49 proc. udziałów. Zespołom nie grozi los Portsmouth i Málagi, które zostały porzucone przez zagranicznych właścicieli.

Chyba nigdzie futbolu nie zreformowano tak kompleksowo. Włosi i Hiszpanie w większości rozgrywają mecze na starych stadionach, kluby mają setki milionów euro długów. Na Wyspach potentaci przynoszą straty, piłkarze mogący występować w reprezentacji Anglii są w mniejszości, na dodatek Premier League stała się rozrywką dla elit. Najtańszy karnet na Arsenal kosztuje 1 tys. euro

Liga niemiecka zajmuje dziś trzecie miejsce w rankingu UEFA, za rok może wyprzedzić drugą - angielską. Dyrektorzy sportowi klubów nie muszą już rywalizować o piłkarzy z beniaminkami Premier League, bo szkolą lepszych. 64 proc. piłkarzy Bundesligi zostało wychowanych przez tamtejsze kluby.

Fundusze na transfery też są. Od następnego sezonu za prawa do transmisji telewizje będą płaciły Bundeslidze 700 mln euro za sezon. O połowę więcej niż poprzednio. To wciąż mniej niż Serie A (1 mld euro) i zdecydowanie mniej od Premier League (2,2 mld). Szef niemieckiej ligi Christian Seifert mówił wczoraj "Guardianowi", że pod tym względem jego firma nigdy wyspiarzy nie dogoni. Anglicy stworzyli rozgrywki globalne, same stacje zagraniczne płacą im 780 mln euro za sezon. Kluby Bundesligi dostają 10 razy mniej. Dziś to jednak Anglicy zazdroszczą Niemcom.

"Dlaczego nie możemy być tacy jak Niemcy? Przegrywamy od polityki po piłkę nożną" - pytał niedawno na okładce lewicowy tygodnik "New Statesman".

52,5 mln euro

Tyle zysku przyniosły w sumie kluby Bundesligi w sezonie 2010/11. Ekipy angielskiej Premier League miały 425 mln euro straty

Udostępnij link: Facebook

Komentarze (20)

  • aghrra | rok temu

    Bayern 74 75 76 01
    HSV 83
    Borussia 97

  • dani4 | rok temu

    Niemiecką piłkę obserwuje od 8lat i widzę jak szybko się zmieniła.Nie bali się postawić na szkolenie ipoświęcić10lat na to by być tu gdzie są,a to jest policzek raczej dla reszty bo na zachodzie masz pieniądze i kupujesz kogo chcesz a tu okazuje się,że można wyszkolić i mieć nawet lepszego i co ważne młodego głodnego sukcesów człowieka ,który może stać się celem wielkich klubów które zapłacą za kogoś 20-30mln. A Polska dalej marzy o mannie z nieba czyli L.M. bez stawiania na to co w Niemczech czyli szkoleniu i korzystaniu z młodych a nie sprowadzaniu często leni którzy i tak się nie sprawdzą bo u nas nikt nie wie co to taktyka.Gdyby Piszczek i reszta Polskich piłkarzy o których słyszymy na zachodzie pozostała byli by dziś takimi jak Liuboja czyli na Polskę ok ,ale na L.M. to dno.Tu nikt nie dba o młodych a wielu matu talent tu się liczy pieniądz mizerny, ale zawsze to pieniądz zamiast włożyć serce i podszkolić się,a potem dać szansę takiemu człowiekowi na stworzenie za 5-10lat super organizmu jakim powinien być klub czyli stawiajcie na szkolenie trenerowi dzieciaków nie patrzcie na wyniki meczów w juniorach bo to nie jest ważne dziś, dopiero będzie to ważne jak dołączy do seniorów i taki model jest na zachodzie.

    kopniety.blox.pl/html

  • vida69 | rok temu

    "Piłka przestała Niemców obchodzić na początku lat 90. Kibice oszaleli na punkcie Borisa Beckera i Steffi Graff, ogłoszono wielką zmianę kulturową, tenis miał zostać sportem narodowym."

    Coś podobnegosmile

Zaloguj się i dodaj komentarz (logowanie wymagane)

Komentarz